Świadectwo. Bóg, rodzina, praca.

Świadectwo. Bóg, rodzina, praca.

Moja historia zaczyna się 28 stycznia 2016 roku. Wtedy stała się najwspanialsza rzecz w moim życiu, patrząc z perspektywy późniejszych wydarzeń – zostałem zwolniony z pracy.

Zanim to się wydarzyło pracowałem jako dyrektor zarządzający w korporacji. Praca była dla mnie na pierwszym miejscu. Bardzo się starałem. Zostawałem po godzinach, przychodziłem do pracy w weekendy, nie korzystałem z urlopu, nie chodziłem na zwolnienia, w środku nocy sprawdzałem maile na telefonie i odpowiadałem na sms-y. Nie zauważyłem momentu, kiedy praca stała się dla mnie bożkiem, a ja jej niewolnikiem. Może przyczyną tego uwikłania było to, że właściwie w pracy byłem 24h/dobę. Jeśli nie fizycznie w biurze, to myślami. Przez to nie miałem szansy zobaczyć swojej sytuacji z dystansu…

Taką szansę dał mi Miłosierny Jezus.

Kilka dni po zwolnieniu dostałem maila od mojego byłego pracownika, obecnie przyjaciela. Napisał mi, że Jezus bardzo mnie kocha, żebym przyszedł do Jezusa (jeśli chcę). Poczułem, że zostałem zaproszony przez Jezusa, bym poszedł za Nim, a ja nie potrafiłem i nie chciałem odmówić. Tak trafiłem do wspólnoty „MIRIAM”.

W tamtym czasie, w kościele św. Tomasza Apostoła rozpoczynały się rekolekcje, tzw. REO (Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy w Duchy Świętym), organizowane przez ww.wspólnotę.

Podczas spotkań rekolekcyjnych czułem się, jakbym był w najlepszym szpitalu na świecie, podłączony pod kroplówkę, w dodatku miałem najlepszego lekarza na świecie – Jezusa. Za darmo.

Oczywiście Jezus wiedział, że muszę zarabiać, by utrzymać rodzinę, płacić kredyt na mieszkanie i po pół roku doprowadził mnie do nowej pracy. Jednak nie jest już ona dla mnie najważniejsza. Na pierwszym miejscu jest Bóg. Najpierw jednak musiałem doświadczyć własnej bezsilności i niemocy, by przestać budować na piasku, a zacząć na skale. Oparłem moje życie na Jezusie Chrystusie, starając się szukać w moim życiu Jego woli.
Straciłem pracę, która wtedy była dla mnie wszystkim, by zyskać wszystko na nowo. Byłem martwy wewnętrznie. Teraz czuję, że otrzymałem nowe życie, a umarł we mnie stary człowiek.

Dziś myślę, że Jezus dopuścił do zwolnienia mnie z pracy, ponieważ chciał mi pokazać, że nie muszę być niewolnikiem i chciał mnie nawrócić. Przedziwna jest tajemnica Bożej Miłości, która pragnie dla człowieka szczęścia.

To wszystko, by się nie wydarzyło, gdyby nie wspólnota „MIRIAM”, gdyby nie REO. Zostałem przygarnięty przez ludzi, którzy mają w sercach Boga Żywego. Wspólnota składa się z osób młodszych i starszych, którzy mimo różnicy wieku i doświadczenia życiowego potrafią czerpać od siebie radość w Panu i Zbawicielu. Wspaniały jest także kapłan, ksiądz Tadeusz Bożełko, opiekujący się wspólnotą „MIRIAM”.

Czwartkowe spotkania wspólnoty „MIRIAM” są dla mnie, jak latarnia morska, który prowadzi mnie bezpiecznie do Jezusa poprzez Maryję, moją ukochaną Mamę w niebie.

Pierwszy raz czuję się naprawdę szczęśliwy.

Kamil

Odpowiedz

Twój email nie będzie opublikowany

30 − 26 =